Wystąpienie senatora Aleksandra Świeykowskiego na 69. posiedzeniu Senatu RP VIII kadencji dnia 21 stycznia 2015 roku

Wodzowie?

Temat jest wciąż gorący. Jedni twierdzą, że porozumienie górników z rządem to zwycięstwo i sukces koalicji i pani premier osobiście. Drudzy, że Ewa Kopacz przerażona skalą gróźb górniczych związków ustąpiła, co oznacza, że nadal jako społeczeństwo będziemy dopłacać do górników. Podpisane dokumenty opublikowano w mediach. Każdy może przeczytać i wyciągnąć wnioski.
Wyraźne niezadowolenie z porozumienia publicznie ujawnił szef związkowców spod znaku Solidarności niejaki Duda. Stwierdził, że te porozumienia nie są historycznymi a histerycznymi, bo rząd i pani premier zostali upokorzeni przez związkowców. Wypowiedź wprawdzie zawierała potężny ładunek chamstwa, arogancji i nienawiści, jednak można było odnieść wrażenie, że niechętnie, ale podpisane dokumenty i wynikające z nich wnioski zamierza respektować.
Dzisiaj już wiemy, że ani przez moment nie miał takiego zamiaru. Po jego zapowiedziach i ultimatum postawionym rządowi wraz z groźbami kolejnych strajków i rozrób trzeba przyjąć do wiadomości, że temu człowiekowi i jego kumplom z partii go popierających idzie o takie rozchwianie nastrojów społecznych, by rozpętać rewolucyjną zawieruchę, która podpali wszystko co z takim trudem, także i górniczym, w ciągu minionych lat w Polsce udało się zbudować.
Na konferencji prasowej obok Dudy siedziało dwóch starszych panów. To bodaj działacze związkowi wyglądających, jak mianowani na takowych jeszcze w latach szalejącego komunizmu. Patrząc na nich pomyślałem, że wystarczy przysłonić czwartą osobę im towarzyszącą, a będziemy mieli współczesną wersję popularnego portretu trzech wodzów rewolucji: Lenina, Marksa i Engelsa. Do takich wniosków musiał dojść także i szef Solidarności. Przecież oświadczył wszem i wobec, że prawo do stawiania rządowi ultimatum daje mu świadomość, że nie jesteśmy krajem kapitalistycznym tylko o charakterze społeczno – liberalnym. Czyżby on był analfabetą?

Wystawa szopek w Uciechowicach

 W sobotę 17 stycznia uczestniczyłem w niezwykłej uroczystości. W niewielkiej wsi, tuż przy granicy z Czechami, w Uciechowicach zamknięto międzynarodową wystawę szopek. Brzmi to bardzo pretensjonalnie, ale ma pokrycie w rzeczywistości. W miejscowej szkole stowarzyszeniowej po raz szósty już zorganizowano wystawę szopek. Prace, czyli szopki na tej wystawie zaprezentowali głównie uczniowie szkół podstawowych i średnich z różnych części kraju a także i z zagranicy, z Ukrainy i Czech. Wśród 560 szopek znalazła się także jedna nadesłana z Niemiec. W uroczystości wziął udział starosta sąsiadującego z powiatem głubczyckim powiatu czeskiego Opawy. Władze powiatu głubczyckiego reprezentował tylko jeden radnych. To może razić. Cała impreza, sama inicjatywa łącząca młodzież nie tylko z kraju ale także z sąsiednich państw zasługuje na uznanie. Organizatorom natomiast, czyli dyrekcji szkoły w Uciechowicach, rodzicom wspomagającym szkolne inicjatywy, władzom gminy trzeba za pomysł i zaangażowanie gratulować.
DSC_0147
DSC_0013
DSC_0012
DSC_0082
DSC_0074
DSC_0042
DSC_0020

Ku pamięci

To dobry pomysł! Wewnątrz tego numeru znajduje się obszerna informacja o społecznej inicjatywie grupy mieszkańców Praszki. Zrzeszeni w formacji o nazwie  Młodzi i Waleczni Obywatele zbierają podpisy pod petycją do radnych gminy, by podjęli uchwałę o nazwaniu mostu na Prośnie imieniem Józefa Góreckiego.  Osobiście jestem za realizacją tego pomysłu. Uważam nawet, że sam akt nadania tego imienia byłby dobrą okazją do tego, by przy okazji postawić jakiś symboliczny słup graniczny  przypominający, że do 1 (może należałoby napisać do 17?) września 1939 roku w tym miejscu przez wiele setek lat przebiegała zachodnia granica wyznaczająca terytorium Rzeczypospolitej.
Dzisiaj, kiedy jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, a układy z Schengen zlikwidowały kontrole na przejściach granicznych między państwami UE, jeżdżąc po Europie często zastanawiamy się, gdzie te granice dawniej przebiegały.  Mosty na rzekach są dobrymi miejscami, by właśnie w ich okolicy takie upamiętniające tablice stawiać. Kiedy natomiast mamy wydarzenie związane z danym mostem, tak jak w przypadku tego w Praszce na Prośnie, to należy to wykorzystać  i imieniem osoby związanej z tym wydarzeniem i miejscowością, nazwać.
Jeśli natomiast idzie o nazwę wspomnianego, jedynego zresztą na razie ronda w Praszce, to wydaje mi się niemal naturalnym iż może nazywać się Rondem Warszawskim.  Jest na skrzyżowaniu ulicy Warszawskiej, niechaj więc będzie także i rondo o tej nazwie. Tym bardziej, że przyjęło się już je tak nazywać. Taka nazwa nikogo nie skłóci, nikomu nie dokucza i przede wszystkim nie dzieli mieszkańców. Wszystkie pozostałe pomysły, usiłujące sztucznie przypisać nazwę ronda koronowanym głowom czy świętym, stanowią przejaw dewotyzmu, który cofa nas do czasów średniowiecza.
Młodym i Walecznym radziłbym jednak, by podpisów pod swoimi pomysłami szukali bardziej aktywnie, a nie tylko czekając, aż ktoś przyjdzie pod wskazany adres, by złożyć swój podpis.

Początek

Zaczynamy w kiepskich nastrojach. Na narciarskich skoczniach wypadliśmy blado. Małyszowi w Rajdzie Dakar poszło fatalnie. Trzydzieści kilka kilometrów przed metą spłonął mu samochód. Korwin Mike zawiódł swoich sympatyków. Okazało się, iż ma dwoje nieślubnych dzieci.  Znany wizjoner zapowiada ostre spory polityczne. To akurat łatwo przewidzieć. Przecież dwa razy pójdziemy do urn wyborczych. Będziemy wybierać prezydenta, posłów i senatorów. Ale to już bardziej problem i emocje tych, którzy chcą być wybieranymi niż wyborców. W każdym razie  zapowiada się ciekawie. Nowy rok trwa zaledwie kilka dni, a już jest bardzo gorąco.
Najpierw spór lekarzy. Tak to przyjęło się określać. Długo nie mogłem zrozumieć istoty konfliktu. Podobno grupa osób prowadzących działalność gospodarczą czyli własny biznes zdecydowała się strajkować, by już wkrótce zagwarantować pacjentom lepszą opiekę lekarską świadczoną przez gabinety, których są właścicielami, pracodawcami. Wcale im nie chodziło, jak twierdzili, o dodatkowe pieniądze z publicznej kasy, lecz tylko o ideę. To był ponoć tylko wyraz troski o ludzi chorych, starszych, ubogich!  Ciekawe czy teraz po zakończeniu  protestu i uzyskaniu tego, czego oczekiwali od resortu zdrowia, wizyta u lekarza rodzinnego stanie się przyjemnością i znikną kolejki?
Z kolei dyskusja wokół stu dni premierowania Ewy Kopacz okazuje się znakomitą pożywką, by ludziom po raz kolejny próbować wmówić, że ta nominacja to nieporozumienie i nieszczęście dla Polski. Nawet publikowane sondaże poparcia społecznego wskazujące, iż premier w sukni cieszy się zaskakująco wysokim poparciem i zaufaniem,  zupełnie nie docierają do opozycji. Wręcz przeciwnie. One wzmagają nienawiść i agresję. Działają jak płachta na byka.
Ja mimo wszystko spoglądam na rozpoczynający się rok z optymizmem. Otoczenie, świat lepiej wyglądają, kiedy się je ogląda przez różowe, a nie czarne okulary.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

życzenia senatora

Bilans

Wigilia Bożego Narodzenia,  Nowy Rok to tradycyjnie już pora zadumy nad czasem przeszłym. Najczęściej spoglądamy wstecz patrząc na siebie, na swój dom, rodzinę. Wydaje mi się, że tu nie mamy wielu powodów do rozczarowań. Wszystkie wskaźniki, ale przede wszystkim to, co widać w naszych wsiach, miasteczkach i miastach pokazują, że jest lepiej. Oczywiście, takiej ocenie natychmiast towarzyszy nasze polskie: No tak, ale…!  Lubimy narzekać, psioczyć, oskarżać. Zawsze będziemy podkreślać, że powinno, albo wręcz, że ma być jeszcze lepiej. Nie potrafimy się cieszyć z tego, co już mamy.
Nowy samochód nie robi wrażenia. Tym bardziej nowoczesny telewizor zakrywający swym ekranem połowę ściany. Odkurzacz, mikser, pralka – wstyd o tym wspominać. Nowe, większe od dotychczasowego mieszkanie, a bywa, że i domek zamiast mieszkania – to w ocenie naszych rodaków nie powód do zadowolenia. Tacy jesteśmy!
Robimy wszystko, by ci, którzy na nas patrzą, nam współczuli. By widzieli nas upokorzonych, skrzywdzonych, by wywołać u nich odruch współczucia. A jest przecież inaczej. To właśnie my – obojętnie z Praszki, Kluczborka, Olesna czy Opola – jesteśmy przez sąsiadów podziwiani. Sąsiedzi ze wschodu, ale także i z południa podziwiają nas za to, czego dokonaliśmy, nie za ten  polityczny, ale za gospodarczy skok, podziwiają nas i nam zazdroszczą.
Zmieńmy się. Uwierzmy w siebie i swoje osiągnięcia. One są w każdym domu, w każdej rodzinie, w każdej wsi i każdym mieście. Spróbujmy o nich mówić. Cieszyć się nową drogą, ścieżką rowerową, boiskiem czy halą sportową. Zapytajcie dziadka, babcię, ojca jak było 30, 40 czy 50 lat temu.
Jest okazja do zadumy, refleksji. Skorzystajmy z niej, by w 2015 rok wejść z uśmiechem, z zadowoleniem na twarzach. To doda wszystkim energii i naładuje nasze wewnętrzne akumulatory do pracy i działania, by za rok, dookoła nas znowu było lepiej niż jest dzisiaj.