Wholesale Jerseys, Wholesale Jerseys, wholesale jerseys, Cheap Jerseys, Cheap Elite Patriots Jerseys, wholesale jerseys, cheap nba jerseys, cheap nhl jerseys, nfl wholesale jerseys, cheap jerseys, cheap nfl jerseys, wholesale jerseys, cheap jerseys, cheap jerseys wholesale, cheap jerseys, cheap jerseys, Cheap Stephen Curry Jerseys, Cheap Fake NFL Jerseys from China Wholesale, Cheap Cleveland Cavaliers Jerseys, wholesale jerseys, cheap jerseys, cheap nfl jerseys, nfl jerseys, nfl jerseys china, cheap nfl jerseys, cheap jerseys

 

Wiec WOjowNIKÓW

Wiec Kukiza w Lubinie. Widowisko raczej żałosne. Zwykły piknik polityczny człowieka całkowicie pozbawionego instynktu i wiedzy politycznej. Nie jest ważne to, że ktoś, komu brakuje wiedzy jest gotów publicznie się kompromitować. Ważnym wydaje się to, że swoją twarz w takim towarzystwie zdecydowało się pokazać ponad tysiąc osób. Jeszcze gorszym jest fakt, że wolno mu w takim wystąpieniu powoływać się na współpracę np. z Centrum Adama Smitha i nazwisko Roberta Gwiazdowskiego czy Andrzeja Sadowskiego. Przewodniczącym rady Instytutu jest nie byle kto, bo sam profesor Andrzej Blikle. Wśród ekspertów ludzie z tytułami naukowymi reprezentujący polskie uniwersytety. Instytut istniejący od 1989 roku, ważny, uznany, z dorobkiem. Teraz wizytówka, zaplecze Kukiza?
Można tak przypuszczać. Nie ma żadnego dementi. Nikt z tego instytutu nie zaprzecza. Ich politycznym partnerem jest uliczny kuglarz. Trudno to wszystko zrozumieć.
Nie potrafię sobie wyobrazić rozmowy politycznego aroganta, człowieka chorego / to nie obelga, lecz fakt/ z gronem ludzi poważnych, naukowców, analityków, ekonomistów o sprawach kraju, jego kształcie politycznym i ekonomicznym. Jeżeli nawet w jego imieniu interesów państwa , którego to on ma być premierem czy wicepremierem, w takich rozmowach będą bronić najbliżsi przyjaciele, najbardziej mu zaufani ludzie to i tak, by zachować powagę państwa, majestat urzędu, odpowiedzialność za podejmowane decyzje , musi się zdobyć na ostateczną akceptację czy negację składanych przez ekspertów propozycji. By takie decyzje podjąć trzeba mieć wiedzę połączoną z intuicją. Kilka, rzucanych ze sceny, nie do końca przemyślanych, obraźliwych dla ludzi, grup społecznych czy zawodowych, sloganów to kpina. To zwykły, uliczny kabaret.
Czekam na reakcję ludzi z Centrum Adama Smitha, których wizytówki nosiłem dotychczas w kieszeni. Teraz chyba je wyrzucę. Straciły na znaczeniu.

Spotkanie

Wspólnie z posłem Leszkiem Korzeniowskim spotkaliśmy się z mieszkańcami Praszki i okolicy. Spotkanie to traktowałem jako pewien sprawdzian. Chciałem się dowiedzieć na ile takie spotkanie jest  ludziom potrzebne. Znamy opinie formułowane o parlamentarzystach.  Docierają do nas  oskarżenia, pomówienia, zarzuty i układane bardziej lub mniej zgrabne plotki. W naszym kraju jest to normalne. Każda osoba wykraczająca pod jakimś względem poza przyjęte w danym środowisku miary wzbudza zainteresowanie. Jest tematem rozmów w domach, w parkach, na ulicy. Trzeba się z tym pogodzić.
Politykom jest o tyle łatwiej niż pozostałym,  których po kątach się obgaduje, że jesteśmy otwarci na każdą  rozmowę, na każdą konfrontację, na każde spotkanie.  To zawsze ma być okazją do podzielenia się z zainteresowanymi swoją wiedzą  i poglądami na konkretne tematy.  Nie ma mowy o tym, by cokolwiek przemilczeć.
Przyszło może 40, może 50 osób. Na pewno mniej niż można by się było spodziewać po atmosferze jaką rzekomo wyczuwa się na ulicy. Atmosferę niechęci, rezygnacji, pretensjonalności. W takich sytuacjach politycy są w sposób szczególny atakowani.
Otwarte spotkanie staje się w momentach krytycznych okazją do konfrontacji. W tłumie łatwo jest kogoś oskarżyć, obrazić, wylać komuś na głowę wiadro pomyj. O dziwo nic takiego się nie wydarzyło. Rozmowa była rzeczowa i dotyczyła ważkich tematów, ale generalnie znajdujących się w kompetencjach samorządów lokalnych. Poseł i senator poza wypowiedzeniem swoich opinii niewiele mają w tych obszarach do powiedzenia. Ale dzięki obecności burmistrza, prezesa spółdzielni mieszkaniowej i radnych mieszkańcy mogli przedstawić swoje problemy i usłyszeć konkretne odpowiedzi.
To największa zasługa tego spotkania. Dlatego przystaliśmy na propozycję obecnych, by we wrześniu spotkać się ponownie.

KIM ONI SĄ?

Stawką jest państwo, Ojczyzna. Coraz większy niepokój ogarnia wszystkich obserwatorów polskiej sceny politycznej. Nie ma wątpliwości. Nikt nie jest w stanie przewidzieć kształtu tej sceny za dwa, trzy miesiące. Jest mnóstwo spekulacji. Pojawiają się nowe partie i ruchy mianujące się społecznymi. To w większości efemerydy, kolejne kanapowe grupki usiłujące wykorzystać powstały zamęt. Tworzą je osoby widzące w politycznym nieładzie szanse na spełnienie swoich marzeń. Powołują stowarzyszenia, ruchy a nawet partie, by swoim działaniom nadać pozory wielkości, znaczenia, potęgi zwłaszcza w rozmowach z takimi samymi efemerydami.
Sytuacje tę znakomicie obrazuje cytowany przez Gazetę Wyborczą pod znamiennym śródtytułem Zamknąć mordę i siedzieć cicho apel wiceprezesa warszawskiej młodzieżówki KNP Michała Gniadka-Zielińskiego, który zaapelował na Facebooku do swoich kolegów: „Zabraniam wszelkich ataków na Pawła Kukiza. Bardzo możliwe, że uda nam się dojść do porozumienia, więc zamknąć mordę i siedzieć cicho. Proszę unikać wypowiedzi negatywnych na temat człowieka z 20-proc. poparciem. Sam uważam go za idiotę – ale tego mówić nie wolno”.
To tylko jeden z przykładów. Bardziej kompleksowej oceny bieżącej sytuacji politycznej dokonali dziennikarze Newsweeka. W numerze 25 z 15 czerwca zaprezentowano tak wiele faktów, że ewentualne poparcie nieznanych grup wyrażone mandatami parlamentarnymi musi budzić grozę. Na stronach tygodnika mamy wiele nazwisk i wzajemne związki pomiędzy tymi ludźmi. Mamy znakomitą analizę psychoterapeuty i opinie ludzi oraz dziennikarzy. Nikt , nikogo nie straszy jawiącą się przyszłością, nie przestrzega przed konkretna partią. Wnioski może kształtować sobie każdy na własny użytek i zgodnie ze swoją wiedzą oraz przekonaniami. To dobrze. Niech ludzie zaczną wreszcie sami się zastanawiać, myśleć, analizować.
Brawo Newsweek! Warto ten numer szczególnie, wziąć do ręki.

Coraz bliżej ziemi

„Ludzie nie chcą pracować do śmierci” – prezydent elekt często i głośno powtarzał, że zrobi wszystko, by przywrócić wcześniej obowiązujący wiek emerytalny. Obiecał nawet, że  jeżeli tego nie uda mu się zrealizować, to poda się do dymisji.
Demagogia, populizm, oszustwo – wszystko by tylko zdezorientowani ludzie na niego oddali głos. Tygodnik Wprost sięgnął do umowy podpisanej przez Andrzeja Dudę z szefami  OPZZ i Solidarności. A w niej zobowiązał się, że  będzie „dążył do obniżenia wieku emerytalnego i powiązania uprawnień emerytalnych ze stażem pracy”.  A więc wtedy kiedy ludzi zapewniał tak by uwierzyli, że wkrótce – za jego staraniami – powróci system sprzed trzech lat, już wiedział, że to nieprawda, że będzie inaczej.
Kilka dni temu pewna pani zapytała mnie na ulicy dlaczego prezydent Komorowski wycofał się z zapowiedzianej ustawy o powiązaniu wieku emerytalnego z ilością przepracowanych lat. Nie ma to znaczenia, bo Duda zapowiedział, że znowu będzie tak jak było dawniej.
Nie będzie powrotu. To był jedynie chwyt wyborczy, na który ludzie dali się nabrać. Nie będzie też zapowiadanej dymisji. Nie będzie kwoty 8 tys. złotych wolnej od podatku.
Wiadomo natomiast, że od 1 stycznia 2016 roku wchodzi w życie rządowy projekt „Praca dla młodych”. Jeżeli  młody człowiek bez pracy znajdzie sobie pracodawcę, to państwo przez cały rok pokryje wszelkie koszty jego zatrudnienia, a przez następny rok koszty związane z podnoszeniem jego kwalifikacji zawodowych. Na pewno w redakcji z tej możliwości skorzystamy.
Nastąpią  tak długo oczekiwane podwyżki  zatrudnionych w sferze budżetowej.  Można o tym mówić dopiero teraz, bo dzięki wieloletniej, ostrożnej polityce ekonomicznej kraju, Polska została zwolniona z ograniczeń dotyczących państw zagrożonych nadmiernym deficytem budżetowym.  Najniższa płaca wzrośnie do 1850,00 złotych .
Pokonaliśmy kryzys, teraz jest już czym dzielić.

NOWOCZESNA.PL. CZY TO SZANSA?

Z zainteresowaniem oczekiwałem na zapowiadany kongres? zjazd? zgromadzenie zwołane przez ekonomistę Ryszarda Petru. Faktycznie, w niedzielę na warszawskim Torwarze zgromadziło się kilka tysięcy ludzi. Były to w olbrzymiej większości osoby związane z biznesem.
Drobnych i średnich przedsiębiorstw w kraju mamy około 3 milionów. Wydaje się, że spontanicznie skrzyknięte, głównie za pośrednictwem Internetu, zgromadzenie kilku tysięcy zainteresowanych to już duży sukces. Z codziennych kontaktów z ludźmi wiem, że to jest ta grupa aktywnych Polaków, którzy pod adresem rządu i Platformy Obywatelskiej formułują najwięcej pretensji. Oni też czują się najbardziej chyba rozczarowani rządami Po i PSL.
Te trzy miliony średnich i drobnych firm rodzinnych czy spółek to olbrzymi potencjał produkcyjny. To także miliony miejsc pracy. To wreszcie niezwykle duży wkład w dokonanym przez Polskę skoku cywilizacyjnym. Niestety ten narodowy skarb w konfrontacji z państwową machiną administracyjną, z urzędami, z różnego rodzaju organami kontroli , okazał się bardzo słaby. To są najczęściej firmy budowane ciężką pracą całych rodzin, kosztem wielu wyrzeczeń i trudnym do określenia ryzykiem. Tak uzyskiwane efekty rzadko mierzone są tysiącami, jeszcze rzadziej dziesiątkami tysięcy złotych rocznego zysku. Najczęściej towarzyszy im każdego tygodnia troska o to, by wystarczyło na opłacenie ZUSu, VATu, PiTów i pensji oczekiwanych przez zatrudnionych ludzi. Gdzieś na końcu pojawia się dopiero własny zarobek.
O tych właśnie ludziach i ich rodzinach rządzące Polską koalicje rządowe mało się troszczyły. Oni, w minioną niedzielę, pojawili się na spotkaniu z Ryszardem Petru. Z jego ust także usłyszeli to czego oczekują: pozbawienia partii politycznych finansowania z budżetu, ograniczenie do dwóch kadencji obecności posłów w parlamencie, przywrócenia wolności gospodarczej, zmiany systemu pomocy społecznej oraz dostosowania systemu edukacji do potrzeb rynku pracy.
Czy jednak bez utworzenia partii politycznej uda się to zrealizować? Wątpię? Czy powstanie zatem partia? Zobaczymy.

Złe prognozy

O godzinie 20-ej w niedzielę, kiedy już wiadomo było, że będziemy mieli nowego prezydenta, wyłączyłem telewizor. Byłem w stanie sobie wyobrazić każdy kolejny obrazek na ekranie oraz większość płynących z głośników słów. Omijam telewizor i przez następne dni.
Nie interesuje mnie co robi prezydent elekt. Wiem, że to tylko teatr mający zmylić zdezorientowanych ludzi. Nie mam żadnych złudzeń . Każda, kolejna godzina przynosi analizy politologów, ekonomistów i socjologów .. Pomijam oczywiście profesorów i doktorów bliskich elektowi czy przegranemu prezydentowi. Na ich wypowiedziach wciąż ciążą emocje i sympatie lub antypatie. Pozostali starają się być rzetelni, uczciwi, konkretni, merytoryczni. Jawiący się obraz nie daje powodów do zadowolenia i optymizmu.
Ciekaw byłem pierwszych podsumowań i decyzji Zarządu Krajowego Platformy Obywatelskiej. Także i w tym przypadku swojego zainteresowania nie zaspakajałem obrazem telewizyjnym i prezentowanymi migawkami czy pojedynczymi zdaniami. Czekałem na jakąś zborową , w miarę rzeczową i całościową relację. Nie ukrywam, że liczyłem także na konkretne decyzje. Rozczarowałem się. Moja wyobraźnia podpowiadała mi inny scenariusz. Dla jasności! To nie jest pora na gwałtowne, nieprzemyślane i nielogiczne ruchy. To nie czas na rewolucję. Ale przekazywanie ważnych informacji, w takim czasie przez te same co dziesięć, pięć lat temu – przepraszam- gęby, to błąd! Tak nie musi być!
Dobrze , że ten spektakl dobiegł końca. Wybór należy uszanować. O to przecież walczyliśmy. Tego właśnie oczekiwaliśmy. Liczyłem i wierzyłem cały czas, mimo obserwowanych błędów i wpadek, że przez najbliższe pięć lat będziemy mieli polityczny spokój. Jest on dla kraju niezbędny. Większość zdecydowała inaczej. Może oni mają rację? Może faktycznie już dzisiaj trzeba było mocno tupnąć nogą, by stare zgredy się obudziły? Wierzę, że to szaleństwo ludzie w jesiennych wyborach powstrzymają!
Zwycięzcy ? Patrzę na ich twarze z bliska. Słucham ich wypowiedzi i komentarzy. Pomijam to co ciągnie się za nimi we wspomnieniach z lat 2005 – 2007. Niestety, dominują kłamstwo, demagogia, populizm. Kiedyś, już prawie 30 lat temu, właśnie przed takim populizmem, przed taką obłudą, przed takimi obiecankami, że za chwilę będzie lepiej, mając świetną pozycję dziennikarza telewizyjnego, dobre zarobki , porzuciłem przywileje i wygodne życie. Wybrałem emigrację bez nadziei, że kiedykolwiek będę mógł do Polski wrócić. Dlatego dzisiaj znowu z niepokojem spoglądam na najbliższą przyszłość.
Prezydent elekt w swoim pierwszym po ogłoszeniu zwycięstwa, wystąpieniu, wyglądał trochę na przestraszonego lub zaskoczonego tym co się stało. Być może wynikało to ze zmęczenia. Jeżeli jednak już w pierwszych minutach przestraszył się złożonych społeczeństwu obietnic, to wcale bym się nie zdziwił. Przecież szybko musi wywiązać się przynajmniej z trzech , tych zasadniczych: 8 tys. złotych wolnych od podatku , 500 złotych na każde dziecko i obniżenie wieku emerytalnego .Tę obietnicę zapowiadał, jako pierwszą do realizacji, gwarantował ją swoją dymisją , to warto pamiętać.
Do jesieni, do wyborów powszechnych można będzie jeszcze żonglować. Prezydent przygotuje ustawy. Parlament je odrzuci , bo w budżecie nie ma na te obietnice środków. Związki zawodowe zajmą Warszawę w proteście. PiS będzie krzyczał, że w realizacji obietnic przeszkadza rząd . Wybory parlamentarne wygrywa PiS i nastaje czas realizacji obietnic. Dalej nie kontynuuję, bo będzie , że straszę. Niechaj każdy sobie dopowie po swojemu.

Senator Aleksander Świeykowski na 75. posiedzeniu Senatu