Radnym pod rozwagę

W poniedziałek 28 października uczestniczyłem w  sesji Rady Miejskiej w Zawadzkiem. Było to dla mnie kolejne doświadczenie na temat funkcjonowania i prac samorządu terytorialnego. Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy to dokument, nad przyjęciem którego rozgorzała pełna emocji dyskusja. Wzięło w niej udział dwóch przedsiębiorców. Obydwaj zarzucili burmistrzowi i radnym, że przedstawiony do akceptacji plan eliminuje ich z rynku. Jeden wprawdzie dopiero planuje swoją inwestycję, ale w podjęte do tej pory prace włożył już określony kapitał, a okazuje się, iż zapisy studium uniemożliwiają podjęcie takiej działalności – idzie o elektrownię wiatrową – na terenie gminy. Pieniądze, czas i energia wyrzucone w błoto.
Bardziej drastyczny jest przykład drugiego przedsiębiorcy. Młody człowiek cztery lata temu kupił działkę pod określoną działalność gospodarczą. Otrzymał wymagane pozwolenia, stworzył odpowiednią bazę, rozpoczął działalność. Wymaga odnawiania koncesji co cztery lata. Według zapisów studium w przyszłym roku władze samorządowe zgodnie z prawem będą mogły (być może będą nawet zobowiązane) zabronić mu dalszej działalności. Burmistrz i niektórzy radni usiłowali wytłumaczyć przedsiębiorcy sytuację względami dobra mieszkańców osiedla i interesem ogólnym. Mgliście usiłowali zapewnić, że jemu nic nie grozi, jeżeli tylko nie będzie poszerzał działalności. Te argumenty nie rozwiały moich wątpliwości. Swoich obaw nie wyzbył się przedsiębiorca. Przed nim widmo bankructwa i zrozumiałej niepewności.
Nie może być tak, by nawet uzasadniona w pewnym sensie interesem jakiejś grupy ludzi decyzja radnych stawała się powodem likwidacji czy ograniczania możliwości rozwoju firmy dającej utrzymanie rodzinie, zatrudnionym tam ludziom i niszczyła kapitał oraz energię młodych przedsiębiorców. Ten przykład wymaga głębszej analizy. Wątpię, by był to wyjątek w skali kraju.

22 października 2014 r. odbyło się uroczyste wręczenie nagród i dyplomów laureatom konkursu „Jan Nowak-Jeziorański – od Polskiego Państwa Podziemnego do wolnej Polski”, zorganizowanego przez Kancelarię Senatu w ramach obchodów ogłoszonego w 2014 r. przez Senat Roku Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Zwycięzcom nagrody wręczali marszałek Bogdan Borusewicz i wicemarszałek Jan Wyrowiński, obecni byli także senatorowie Aleksander Świeykowski i Andrzej Grzyb (członek kapituły konkursowej).

W konkursie – pod honorowym patronatem marszałka Senatu – wzięli udział uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Jego współorganizatorem było IV Liceum Ogólnokształcące im. Adama Mickiewicza w Warszawie, którego absolwentem był Jan Nowak-Jeziorański. To właśnie młodzież z tej szkoły poprowadziła uroczystość i zaprezentowała fragmenty nagrodzonych prac konkursowych. Gratulując laureatom, marszałek Bogdan Borusewicz opowiedział o swoich osobistych kontaktach z „kurierem z Warszawy”. Wyraził także zadowolenie, że tak wielu młodych ludzi interesuje się postacią Jana Nowaka i pamięta o jego dokonaniach.

Słowa uznania i gratulacje złożyli młodym ludziom, ich nauczycielom i rodzicom również wicemarszałek Jan Wyrowiński i senatorowie Aleksander Świeykowski i Andrzej Grzyb. Dyrektor IV Liceum Ogólnokształcącego Marzanna Zaworska (członkini kapituły konkursowej) podziękowała uczestnikom konkursu i nauczycielom, którzy ich przygotowywali. Podziękowania złożyła także marszałkowi Bogdanowi Borusewiczowi i całemu Senatowi za upamiętnienie wielkiego Polaka Jana Nowaka-Jeziorańskiego uchwałą ustanawiającą jego rok. Laureatom gorąco gratulujemy.

l1eUwmOfZlOY5YVUlA,imgl2093 l1eUwmOfZlOY5YVUlA,imgl2098 l1eUwmOfZlOY5YVUlA,imgl2262 l1eUwmOfZlOY5YVUlA,imgl2267 l1eUwmOfZlOY5YVUlA,imgl2087

 

Kolejna awantura

Jedna wypowiedź marszałka Sikorskiego dla podrzędnego portalu internetowego w USA przywołująca wypowiedź Putina o ewentualnych możliwościach rozbioru Ukrainy spowodowała lawinę komentarzy w świecie. Politycznej opozycji w Polsce dostarczyła pretekstów do wszczęcia kolejnej awantury.
Nie wiem czy Putin tak powiedział naprawdę czy nie. Z publikacji na ten temat trudno wywnioskować jak było w rzeczywistości.  Samo zachowanie – przyznam zachowanie naganne i aroganckie w stosunku do dziennikarzy – tylko skomplikowało sprawę. Druga konferencja Sikorskiego, podczas której mówił o zawodności swojej pamięci właściwie niczego nie wyjaśniła. Jestem skłonny przypuszczać, że sedno sprawy, a więc to czy Putin tak powiedział czy też nie, zostało pokryte kolejną warstwą mgły.
Opozycja domaga się wyjaśnień. Ataki ze strony PiS przybrały na sile, co nie powinno dziwić. Pojawiły się także próby wciągnięcia w “aferę” Donalda Tuska. Sikorski twierdzi, że były premier słowa Putina przemilczał. Niemiecki “Die Welt” uważa, że prawdopodobnie prezydentowi Rosji chodziło o skompromitowanie polskiego premiera. Nieostrożna odpowiedź Tuska mogłaby posłużyć Putinowi do skłócenia Polski z Ukrainą.
Z kolei senator Bogdan Klich, były minister obrony twierdzi, że groźby Putina kierowane w stronę Ukrainy sformułowane na szczycie NATO w Bukareszcie w 2008 roku słyszeli wszyscy uczestnicy z prezydentem Kaczyńskim i ministrem Sikorskim włącznie. Czy zatem jest to takie ważne czy dwa miesiące wcześniej bezpośrednio z ust Putina usłyszał to premier Tusk? Byłoby istotne gdyby dał się sprowokować.
Kilkadziesiąt dni potem usłyszeli to uczestnicy szczytu NATO, usłyszał to także prezydent Kaczyński i Bogdan Klich, który intencje Rosji odczytał prawidłowo i wszczął skuteczne starania o nową doktrynę obronną Polski. Cała reszta to pusta, nadmuchana rozróba. Tak to widzą też komentatorzy zachodni.

Niechlujstwo? Cwaniactwo?

„Zabrakło tylko dwóch podpisów!” – tłumaczą przedstawiciele dwóch komitetów wyborczych, którym Miejska Komisja Wyborcza w Opolu odrzuciła listy poparcia. Jeżeli ustawa przewiduje, że ma ich być 200, 300 czy 5000, to tyle musi być! Może być i więcej.
Każdy komitet wyborczy wiedząc jak skrupulatnie komisje wyborcze sprawdzają listy poparcia stara się zebrać ich przynajmniej o 25 lub 50 procent więcej, by nie spotkać się z taką, jak ta w Opolu, decyzją. Tłumaczenie, że zabrakło tylko dwóch podpisów i dlatego należałoby listy zaakceptować jest wymuszaniem na Państwowej Komisji Wyborczej łamania przepisów prawa.
Wyobrażam sobie jak skrupulatnie te odrzucone listy były sprawdzane. Należy pozostawać w nadziei, że i wszelkie odwołania od tych decyzji także zostaną odrzucone. Sensacja stanie się faktem – jeden z poważnych kandydatów na prezydenta Opola poseł Tomasz Garbowski  będzie musiał zrezygnować z kandydowania. Poważny kandydat wypada z gry.
Drugi aspekt sprawy to rzetelność działaczy obydwu partii. Zlekceważyli wyborców i prawo. Przecież znali obowiązujące zasady i normy. Jeżeli na listach znalazły się podpisy ludzi, którzy nie mieli prawa ich podpisywać, to ci którzy je zbierali, a potem ci, którzy je zatwierdzali, postanowili ominąć obowiązujący porządek prawny. To także skandal. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek te odwołania zaakceptował.
Z jednej strony żal posła Garbowskiego. Jego plakaty wyborcze już wiszą w Opolu.  Z drugiej jednak dobrze, że niefrasobliwi działacze usiłujący oszukać  komisje wyborcze wypadają z gry już przed wyborami. Naszym reprezentantom w komisjach wyborczych należą się pochwały. Mamy dowód, że w demokratycznej Polsce nie opłaca się podejmować jakiekolwiek próby fałszowania dokumentów wyborczych.

Łzy z oczu

Każdy zgon, każdy pogrzeb – to smutek, żal, rozpacz. Stosowne słowa można mnożyć. Różna jest jedynie liczba ludzi dotkniętych treścią tych słów. Bywa, że w smutku pozostaje tylko rodzina i najbliżsi. Bywa i tak, że śmierć człowieka i jego pogrzeb przeżywają tłumy. Takiej śmierci byliśmy właśnie świadkami. Zmarła aktorka Anna Przybylska. O dramacie jej  życia, o chorobie, o ostatnich miesiącach, tygodniach i dniach  starały się pisać i mówić wszystkie media.
Tak ogromne zainteresowanie mediów tą tragedią spowodowało, że wiem kim była i co robiła. Z licznych artykułów, wspomnień, opowieści poznałem dramat najpierw modelki, potem aktorki, ale przede wszystkim matki. Wiem, że przeżyła zaledwie 35 lat. To potęguje dramatyzm wydarzenia, emocje. Mimo woli wyciska z oczu łzy.
Wcześniej o niej nie wiedziałem nic. Nie jest to obszar moich zainteresowań. Dzisiaj o Annie Przybylskiej wiem bardzo dużo. Napisano ze szczegółami o jej chorobie, rodzinie i jej codziennym życiu. Także o tym, gdy wiedziała już, że jest nieuleczalnie chora.
Czytałem to wszystko, by znaleźć odpowiedź na pytanie: czym zasłużyła na tak ogromne uznanie? Jak to możliwe, by w ciągu tak krótkiego życia wzbudzić podziw tłumów?
Z tej olbrzymiej chmury napisanych i wypowiedzianych o niej słów wyłania się zwykły człowiek, kobieta, matka i żona. Nie podkreśla się urody (chociaż zwraca uwagę). Nie powtarza się bez przerwy, że była modelką, aktorką. Dominują słowa o tym, że była miła, szczera, bezpośrednia. Mówi się, że była przede wszystkim przyzwoitym człowiekiem, koleżanką, sąsiadką. Zaskarbiła sobie uznanie, sympatię i podziw tłumów.
Ona swoją wielkość budowała przyzwoitością w życiu zawodowym i prywatnym, a nasze powszechne zainteresowanie jej życiem wskazuje, że PRZYZWOITOŚĆ to wartość, którą potrafimy docenić, uznać. Czy jesteśmy w stanie o sobie powiedzieć, że jesteśmy przyzwoici?

Nowe otwarcie?

Na wystąpienie  premier Ewy Kopacz oczekiwano, bo szczególne są okoliczności w jakich przejmuje ona stery rządów. Poprzedni premier Donald Tusk nie został zdymisjonowany, nie stał się ofiarą przewrotu   politycznego. Ustępujący premier awansował. Został prezydentem Unii Europejskiej.  Powszechnie ocenia się to nie jako jego osobisty sukces, ale docenienie osiągnięć gospodarczych kraju i polityki zagranicznej Polski.
Wystąpienia tego oczekiwano, bo  politycy i dziennikarze zdążyli już przekonać część opinii, że po wybitnym Tusku nie znajdzie się w Polsce, a zwłaszcza w Platformie Obywatelskiej człowiek, który będzie w stanie wybić się na niezależność i dodatkowo mu dorównać. Oczekiwano sensacji, a może nawet i kompromitacji rządzącej koalicji i samej PO.
Wszystkich przepowiadaczy klęski nowa pani premier chyba całkowicie zaskoczyła informując z sejmowej trybuny, że teraz ona osobiście podejmuje decyzje i za ich realizację osobiście bierze odpowiedzialność oraz będzie ponosić ich konsekwencje. Zwróciła też uwagę na wręcz personalny charakter konfliktu  Tusk – Kaczyński. Tuska już nie ma. Czas na współprace opozycji z rządzącą koalicją na rzecz rozwiązywania istotnych dla kraju spraw. Nowa premier nie prosi o sto dni spokoju, ale zaapelowała do opozycji o sto dni – pierwsze sto dni solidnej współpracy wszystkich  dla dobra kraju.
Nie wchodzę w szczegóły. Było ich sporo wraz z liczbami i kwotami pieniędzy przewidzianymi na poprawę dróg, kolei, a przede wszystkim na modernizację struktur państwa tak, by służyło ono wszystkim. Szczególnie kierowała swoje słowa do „milczącej większości niechętnej polityce i politykom”. Bo ta część  – tzw. milcząca większość – tak samo jak i zaangażowana w politykę mniejszość  pracowała na sukces Polski w świecie. Mamy powody do dumy.

Pamiętajmy

27 września 1939 roku Polacy rozpoczęli tworzenie struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Coraz głośniej dzisiaj słyszymy, iż to dzięki odważnym decyzjom wąskiego grona ludzi przetrwaliśmy jako państwo. Instytut Pamięci Narodowej wystąpił z wezwaniem do społeczeństwa, placówek oświatowych, organizacji młodzieżowych i kombatanckich, by uroczystościami, apelami uczcić rocznicę akcji Burza, w ramach której  rozpoczęto otwartą walkę z okupantami o niepodległość.
Jako senator RP otrzymałem zaproszenie z gimnazjum w Praszce na organizowany tam apel z tej okazji. Zajęcia w senacie nie pozwalają mi na osobistą obecność. Czuję się jednak zaszczycony tym zaproszeniem. Uroczysty apel z okazji 75. rocznicy tworzenia struktur Polskiego Państwa Podziemnego to szczególny moment nie tylko w naszej historii. To był fenomen na skalę światową. Jest więc okazja, by wrócić pamięcią do wydarzeń, które w latach komunizmu usiłowano Polakom wymazać ze świadomości.
Los sprawił, że osobiście, mieszkając na emigracji miałem możliwość spotkać ludzi, którzy w tworzeniu tego państwa uczestniczyli. Ich nazwiska tłustymi literami zaznacza się w podręcznikach historii. Z bezpośrednich rozmów wiem jak bardzo tęsknili za krajem. Wiem jak trudno było im zrozumieć, że Ojczyzna, za którą przelewali krew, była dla nich niedostępna. Większości z nich nie było dane doczekać Wolnej Polski. Pozostawili po sobie testament. Jest to ostatnie przesłanie Polskiego Państwa Podziemnego. Zawartych w nim dat, faktów, nazwisk i haseł warto nauczyć się  na pamięć. Trzeba zadbać, by kształtowały świadomość narodową kolejnych pokoleń. To wielkie zadanie także i dla uczestników organizowanych z tej okazji apeli i spotkań. Niezbędne materiały źródłowe można znaleźć na stronach portalu edukacyjnego IPN pod adresem www.pamiec.pl/ppp.