Konflikt w ratuszu?

14 lutego w Warszawie prezydenci niemal trzydziestu miast w obecności prezydenta RP Bronisława Komorowskiego zadeklarowali swoje poparcie i współpracę w kolejnej kadencji ustępującemu prezydentowi. Opowiedzieli się zatem za kontynuacją obecnej prezydentury. Na szczególną uwagę zasługuje obecność na tej uroczystości i podpis pod deklaracją prezydenta Opola Arkadiusza Wiśniewskiego.
Jako senator tego województwa i osoba zainteresowana spokojem politycznym w regionie cieszę się z obecności prezydenta Wiśniewskiego w tym szacownym gronie. Rzeczywistą radość przyćmiewa jednak świadomość zachowań i codzienna działalność prezydenta jak i jego najbliższego otoczenia. Tajemnicą opolskiej ulicy staje się fakt, że olbrzymi wpływ na bieżącą politykę ratusza wywierają politycy reprezentujący partie wrogie prezydentowi RP. Przedstawiciele tych partii piastujący odpowiedzialne funkcje w ratuszu z nominacji właśnie prezydenta Wiśniewskiego przynależą do partii, których kandydaci na prezydenta i aktyw potępiają działalność, politykę i zachowania prezydenta Bronisława Komorowskiego.
Obserwując zachowania działaczy tych partii opozycyjnych decydujących dzisiaj o pracy ratusza w Opolu mam wrażenie, że podejmują takie inicjatywy, które mają uświadomić mieszkańcom miasta i województwa, że władze Opola odcinają się od kandydatury Komorowskiego na kolejną kadencj , a przyszłość swoją i miasta wiążą z prezydenturą Dudy.
Ciekawe zatem jak dzisiaj obaj panowie – prezydent i wiceprezydent – ze sobą rozmawiają. Takich dwóch linii politycznych, a co za tym idzie i gospodarczych , nie da się pogodzić. Konflikt jest wpisany w taki scenariusz. Chyba, że prezydent swoim podpisem poparcia dla Komorowskiego chce zyskać poparcie elektoratu PO, a na co dzień będzie działał wedle wskazań opozycji. Dziwna to figura. Można ją nazwać jednym słowem: oszustwo!

Głos rozsądku

Kampania prezydencka ledwo się zaczęła, a już mamy wszystko, czego można było oczekiwać. Kandydaci nawet nie starają się silić na elegancję i powagę. Prześcigają się nawzajem w poszukiwaniu słów, opisów naszej codziennej rzeczywistości, takich które na słuchaczu czy widzu, ostatecznie na wyborcy zrobią największe wrażenie.
Tworzony przez nich obraz Polski przeraża, straszy, zniechęca. Dowiadujemy się, że mamy złego prezydenta, że zmarnowaliśmy minionych pięć lat, a wszystkiemu winien dotychczasowy prezydent. Szanse na zmiany dają Duda, Ogórek i Kukiz. Natomiast droga, którą poprowadzą nas  do rzekomej  naprawy Rzeczypospolitej wiedzie poprzez wielkie sale widowiskowe i imprezy na stadionach, na które będą wjeżdżały autobusy udekorowane uśmiechniętymi portretami kandydatów. Z kolei o ich niepospolitych  politycznych i organizacyjnych  talentach będą zapewniać artyści sceny kabaretowej i wynajęci żurnaliści. Niechaj gawiedź ma radość! Niechaj lud się bawi!
Kandydaci na prezydenta RP, na  najwyższy urząd w państwie, najzwyczajniej w świecie postanowili sobie z wyborców zakpić. Myślą, że nie potrafimy rzetelnie oceniać otaczającego nas świata i ludzi. Oni mają nas za głupków.
Chwała profesorowi filozofii Marcinowi Królowi za artykuł na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”, w którym stwierdza, że „wybory prezydenckie to nie konkurs na miss powiatowego miasta” i dalej pisze ”Sztuczni ludzie, sztuczne uśmiechy, sztuczne ruchy rąk. Gorzej niż na festiwalu w Opolu”. Filozof czuje się obrażany i lekceważony przez kandydatów . Natomiast tzw. konwencje Dudy i Ogórek ocenia jako imprezy skandaliczne i wywołujące uczucie zgrozy.
Nie jest to głos odosobniony.  Przecież najlepsze kabarety w końcu traciły widzów. Jest nadzieja, że i politycznych błaznów wyborcy w porę rozpoznają i prawidłowo przy urnach potraktują.

Kabaret czy konwencja?

Nie oglądałem  konwencji Andrzeja Dudy. Po wysłuchaniu opinii i fragmentarycznych  relacji, wydaje mi się, że mam czego żałować. Była to nieźle przygotowana biesiada karnawałowa. Wiele takich obserwowałem, w kilku nawet bezpośrednio uczestniczyłem, kiedy mieszkałem w Niemczech. Jest zawsze wesoło, są plakaty, jest zazwyczaj kilku komików lub wręcz klaunów
Jako żarty należy przecież traktować chyba wszystkie  obiecanki i polityczne, i gospodarcze zaprezentowane przez kandydata na prezydenta. Wszyscy wiedzą, że prezydent nie ma  żadnej siły sprawczej, by jakąkolwiek ustawę zrealizować. To są wyłączne kompetencje władzy ustawodawczej. Do tego potrzebne jest zaplecze polityczne,  mające w parlamencie większość. Po co więc się nadyma i pręży? Po to, by dorównać w rozśmieszaniu widowni opłaconemu dowcipnisiowi ze sceny kabaretowej?
Na dobrą sprawę już zestaw kandydatów zgłaszających swoje aspiracje prezydenckie wzbudza śmiech, wyklucza poważną dyskusję merytoryczną o sprawach  kraju. Bo kto z kim ma dyskutować? Były alkoholik?  Niespełniony piosenkarz? Skompromitowany wielokrotnie polityk?
Na razie poważnie o Polsce, jej miejscu w świecie, jej pozycji gospodarczej, osiągnięciach, dokonaniach i perspektywach mówi w swoich publicznych  wystąpieniach dotychczasowy prezydent Bronisław Komorowski. Ludzie to widzą. Dają wyraz w sondażach. Przecież nie możemy dopuścić do tego, by śmiał się z nas cały świat.
Ta kampania zapowiada się nie jako ostra, merytoryczna walka na argumenty, ale jako scena kabaretowa, na której postanowili spróbować swych sił cyrkowi klauni z migającymi światełkami na nosach. To nie kończący się kabaret. Nie będzie więc ostro, ale będzie bardzo śmiesznie. Szkoda tego kraju!!!

KOMPROMITACJA NA SKALĘ KRAJU

Nie wiem czy to już właśnie ten czas, kiedy trzeba mocno uderzyć w dzwony? Czy już dziś należy bić na alarm.? Kiedy dotarły do mnie pierwsze , fragmentaryczne informacje o tym, że jedyny w naszym województwie Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Zakrzowie może zostać nam, województwu odebrany i przeniesiony np.: do Sopotu, Warszawy czy Poznania – nie chciało mi się wierzyć. Trudno przecież dać wiarę informacjom, że to co kilka miesięcy temu okrzyknięto jako niemal cudo sportów jeździeckich, jako nowoczesny ośrodek aspirujący do miana numer jeden w środkowej Europie, nagle ma szanse utracić z trudem wypracowaną markę, tytuły i aspiracje. Nie chce się wierzyć, by to co z tak wielkim trudem budowano latami, teraz, kiedy marzenia zaangażowanych w dzieło ludzi zaczynały się spełniać a gmina, gospodarz terenów zaczęła konsumować owoce włożonego trudu nagle doprowadziła do sytuacji, z której droga wiedzie już tylko w jednym kierunku. Ku upadkowi, bankructwu , kompromitacji i śmieszności.

Niestety, z taką sytuacją mamy właśnie do czynienia w Zakrzowie w gminie Polska Cerekiew w województwie opolskim. Wybudowanemu Ośrodkowi Przygotowań Olimpijskich za fundusze także pochodzące z Unii Europejskiej grozi organizacyjny paraliż. Ten paraliż, bezwład już właściwie jest. Nie ma już zawodów sportowych. Te , które były zaplanowane na pierwsze miesiące tego roku odwołano. Kolejne się odwołuje. W tym także imprezy o charakterze międzynarodowym. Odwołano przewidziane harmonogramem i umowami zgrupowania kadry narodowej. Nie będzie zatem tych imprez, które gwarantowały żywotność ośrodka , ale przede wszystkim wpływ środków finansowych dzięki którym 20 osób miało pracę, gmina gości, często także i koronowane głowy, artystów, aktorów, polityków i gwarantowany czas w mediach ogólnopolskich.

Kłopotliwy abonament

Temat powraca. Bywa, że wzbudza emocje. Zwłaszcza wówczas, kiedy do drzwi puka komornik i domaga się natychmiastowej zapłaty za zaległy, wciąż nieopłacony, miesięczny abonament radiowo – telewizyjny. W szczególnej sytuacji znajdują się osoby osiągające wiek 75 lat. Ustawowo są one zwolnione z tej opłaty. W praktyce to właśnie do nich trafia najwięcej upomnień o zaległości.
Zapisy ustawy regulujące opłatę abonamentu mówią wyraźnie, że  każda osoba osiągająca wiek 75 lat, by uzyskać zwolnienie z tej opłaty, musi pisemnie poinformować urząd pocztowy, który ją ściąga, o tym że tę granicę wieku przekroczyła. Mało kto o tym pamięta i w przeszłości też pamiętał. Stąd tak liczne przypadki komorniczych wizyt i wezwań o uregulowanie zaległości wśród ludzi w podeszłym wieku.
Starsi ludzie na tego typu wezwania reagują różnie. Są tacy, którzy dla spokoju, z obawy przed komornikiem i dalszymi kosztami, zaległości regulują. Większość pisze stosowne oświadczenia i wraz z prośbą o umorzenie płatności wysyła do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Urząd każdy taki wniosek musi rozpatrzyć. Na każdy list odpowiedzieć. KRRiTV takimi listami została zasypana. Zaległości w rozpatrywaniu spraw są ogromne, idą w setki tysięcy listów.
Jest szansa, że problem wkrótce zostanie rozwiązany. W budżecie Krajowej Rady wydzielono dodatkowe fundusze na kilkadziesiąt etatów dla osób, które rozpatrzą zaległe wnioski i należną petentom odpowiedź wyślą. Z kolei w Senacie trwają prace nad ustawą zwalniającą ludzi osiągających wiek 75 lat z konieczności informowania o tym fakcie urzędów państwowych.  Już wkrótce powinien wystarczyć dowód osobisty, a właściwie fakt przekroczenia wymaganego wieku,  o czym informują pierwsze cyfry numeru PESEL.  Dotychczas problem  sprowadzał się do kwestii dostępu do danych osobowych, które przecież są prawnie chronione. Wygląda na to, że i ta kwestia została pokonana.

Znowu sukces

Wszelkie zapowiedzi, prognozy, przewidywania – nie tylko polityków opozycji – wzięły w łeb. Przypomnę polityczne dyskusje i próby odwołania ministra rolnictwa po wprowadzanych kolejno przez Rosję zakazach importu polskiej żywności. Lament i groźby pod adresem rządu i koalicji stanowiły temat codziennych komentarzy. Zapowiadano klęskę i przede wszystkim biedę na wsi, w gospodarstwach.  Prognozowano załamanie się przetwórstwa i handlu produktami rolnymi.
Dzisiaj  już wiemy,  że zgodnie z tradycją,  nakładane przez  Moskwę embarga na polską żywność usiłowano wykorzystać jako argument w walce politycznej. Znaleźli się politycy, a także będący na ich usługach naukowcy, którzy zdecydowali się natychmiast oskarżać rządzącą koalicję o gospodarczą indolencję, brak umiejętności przewidywania, a przede wszystkim o zbyt późne poszukiwanie dróg zabezpieczających polską żywność przed sowieckim embargiem i umożliwiających jej  eksport do innych części świata. Ogłaszano kolejne próby odwołania ministra rolnictwa. Niewiele brakowało, by tani populizm zwyciężył.
Dostępne teraz dane o  eksporcie polskich produktów rolnych w roku minionym zadają kłam tamtej propagandzie grozy. Pokazują niezwykłą wręcz aktywność i tych, którzy żywność produkują, i tych, którzy ją usiłują sprzedawać. W roku 2014 Polska wyeksportowała  żywność za ponad 21 miliardów euro. Jest to rekord w  powojennej historii Polski. Sprzedaż naszych produktów żywnościowych za granicę teraz jest cztery razy większa w porównaniu do wielkości  sprzedaży, kiedy Polska nie należała jeszcze do Unii Europejskiej.
Wiem, że ceny żywca wieprzowego na krajowym rynku budzą niepokój producentów. To ma być wedle działaczy związkowych OPZZ powodem do rolniczych strajków. Mam wrażenie, że i tym razem więcej mamy propagandy działaczy partyjnych niż rzeczywistych zagrożeń. Ostatecznie tzw. cykl świński w Polsce to nic nowego.

Wystąpienie senatora Aleksandra Świeykowskiego na 69. posiedzeniu Senatu RP VIII kadencji dnia 21 stycznia 2015 roku