|wholesale mlb jerseys|wholesale nfl jerseys|cheap jerseys|wholesale jerseys|cheap nhl jerseys||wholesale nhl jerseys|cheap nfl jerseys|cheap nhl jerseys|cheap mlb jerseys|wholesale nhl jerseys|wholesale mlb jerseys|

 

Wystąpienie na 75 posiedzeniu Senatu RP – debata nad wnioskiem Prezydenta RP o ogłoszenie ogólnokrajowego referendum

Panie Marszałku! Panowie Ministrowie! Wysoka Izbo!

Właściwie teraz, po wystąpieniu senatora Jackowskiego, upewniłem się w pewnej refleksji, która narastała po kolejnych wystąpieniach. Ciekawe, że każdy z senatorów z tej strony sali, który tu zabierał głos, kończył swoje wystąpienie słowami, że jest za JOW, że jest, częściowo pewnie, za zniesieniem finansowania partii z budżetu – a jednocześnie wszyscy głosujecie przeciwko temu referendum.

Droga donikąd

Użyto chyba już wszystkich argumentów, popartych analizą ekonomiczną i racjami społecznymi. Te dwie sfery są przeciwstawne.  Wszystkie podawane przez kandydatów liczby można weryfikować. Tu nie ma świata wirtualnego.
Wirtualne, abstrakcyjne, oderwane od rzeczywistości mogą być tylko obietnice.  Ich realny kształt można sprawdzić dopiero po  czasie. W grze politycznej, a zwłaszcza tej wyborczej, obietnice lepszego życia stosuje się bardzo często. Bo to jest najłatwiejsze i  trudne do sprawdzenia dziś.
Z doświadczenia wiemy, że większość obietnic pozostaje na papierze, a ci którzy je składali i dzięki tym obietnicom zwyciężyli, natychmiast zaczynają tłumaczyć dlaczego ich nie realizują. Zazwyczaj przeszkadza im w tym zły układ w parlamencie, zła sytuacja międzynarodowa,  zapaść na światowych giełdach walutowych itd. Skoro o tym wszystkim wiemy, to dlaczego po raz kolejny tak wielu ludzi wierzy  w obietnice. Tym razem – dodajmy – naprawdę wirtualne obietnice. Takiej skali obietnic i tak sprzecznych z realiami ekonomicznymi kraju, jeszcze nikt nam nie zaoferował.
Mówią o tym  eksperci, fachowcy. Prezentują dane liczbowe, wykresy, przykłady, ale z trudem dociera to do ludzi już zadowolonych z obietnic. Jeżeli to zadowolenie jest jeszcze wsparte emocjami sympatii lub nienawiści, to już na argumenty miejsca nie ma. Najgorsze, że w  konfrontacji emocji, brakuje realnego spojrzenia na państwo.
Obecny konflikt polityczny to nic innego jak starcie świata realnego, widzianego z okien naszych domów ze światem całkowicie wirtualnym,  nie zawsze wyobrażalnym. Ale za to wyraźnie osadzonym w strojach i portretach naszych rodziców, a może i dziadków, czyli Polski lat już dawno minionych. Ja nie chcę, by nasz kraj po okresie olbrzymiego skoku cywilizacyjnego nagle się zatrzymał.

Skompromitowany agent wroga

JOWy – często powtarzane dziś słowo – Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Podstawowe hasło programowe Platformy Obywatelskiej od początku jej istnienia. Najpierw zasadę bezpośredniego wybierania wprowadzono w wyborach samorządowych do gmin. W wyborach powszechnych w 2011 roku w ten właśnie sposób wybrano 100 senatorów obecnej kadencji. Stało się to możliwe dzięki przyjęciu tej ustawy przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. PiS podjął próbę zablokowania tamtej ustawy. 136 posłów tej partii zagłosowało przeciw. Dzięki dokonanej wówczas nowelizacji Kodeksu Wyborczego od 1 sierpnia 2011 JOWy obowiązują także w wyborach samorządowych.
Przy obecnym stanie prawnym każdy obywatel , łącznie z Pawłem Kukizem , może kandydować do polskiego parlamentu. Może kandydować do Senatu RP. Twierdzenie zatem, że dzisiaj Polacy poza partiami nie mają możliwości zostać parlamentarzystą, jest kłamstwem. Dlaczego wprowadza się w błąd ludzi? Nie wiem. Ale to ohydne.
Owszem, nie ma możliwości kandydowania do sejmu. By to było możliwe trzeba zmienić zapisy w konstytucji. Przeciwne temu jest cały czas PiS. Nie ma więc możliwości, by takie próby podjąć. Dziwię się, że aż tak wielu ludzi o tym nie wie. Chyba, że wolą wierzyć w kłamstwo i jeszcze je powtarzać.
Jeszcze większym zaskoczeniem są wykrzyczane do mikrofonów w świetle kamer telewizyjnych słowa Kukiza o „reżimowych” telewizjach i radiach.
Ja, podczas rozruchów w 1968 i w 1970 roku wznosiłem także podobne hasła: „prasa kłamie” , „precz z reżimową telewizją” , „precz z cenzurą” , ale właśnie za to groziło mi relegowanie z uczelni. Nie mogę też sobie wyobrazić, by w ciągu kilkunastu godzin po takich wydarzeniach znaleźć się w studio telewizyjnym owej znienawidzonej, wrogiej wykrzyczanej „reżimowej” telewizji i jakby nigdy nic grać na ekranie rolę patrioty. Gdybym w takiej „reżimowej” telewizji wystąpił, to następnego dnia wstyd by mi było chłopakom i dziewczynom spojrzeć w twarz. Zresztą żadne z nich nie chciałoby ze mną rozmawiać. Dla nich wszystkich byłbym skompromitowanym agentem wroga. A dzisiaj…?

PETYCJA Z KĘDZIERZYNA – KOŹLA

27 kwietnia odwiedziłem przedszkole przy ulicy Szymanowskiego w Kędzierzynie-Koźlu. Na zaproszenie dyrektor Lidii Kryś czytałem dzieciom bajki. Na zakończenie Pani dyrektor wręczyła mi petycję skierowaną do Minister Edukacji Jolanty Kluzik – Rostkowskiej. Obiecałem, że osobiście tę petycję wraz z podpisami pracowników przedszkoli gminy Kędzierzyn-Koźle do ministerstwa dostarczę. Właśnie dzisiaj spotkałem się z panią minister. Przy okazji zapoznałem się z istotą przedstawionego w petycji problemu. Idzie o to, by do przedszkola mogły uczęszczać dzieci już od dwóch a nie jak do tej pory dwóch i pół roku. Okazuje się, że są w wielu miejscowościach przedszkola odpowiednio wyposażone i z odpowiednim personelem by opiekować się maluchami dwuletnimi i rodzice, którzy chcieliby takie maluchy do przedszkoli kierować. Teraz taką możliwość blokują przepisy administracyjne.
Pani minister przyznała, że podobne sygnały dotyczące tego problemu już do ministerstwa wpłynęły, ale złożona przeze mnie petycja z Kędzierzyna-Koźla jest pierwszym tak dobrze przygotowanym dokumentem, który umożliwia rozpoczęcie praktycznych prac nad dostosowaniem obowiązujących przepisów do oczekiwań ludzi zatrudnionych w przedszkolach i rodziców dwuletnich maluchów. Prace mają być podjęte szybko. Podpisani pod petycją pracownicy przedszkoli w gminie Kędzierzyn-Koźle mają być przez ministerstwo o przebiegu prac, informowani.10855060_828037593932921_1889598489592630047_o

Debata, której nie było.

Zbędne a może raczej i żenujące widowisko. Jeżeli na podstawie tego co na telewizyjnym ekranie nam pokazali kandydaci na prezydenta Rzeczypospolitej , ktokolwiek poważnie traktujący kraj i swoje miejsce w tym kraju chciałby wybrać człowieka, któremu gotów byłby powierzyć czuwanie nad jego prawidłowym rozwojem i bezpieczeństwem, to chyba miałby trudne zadanie. Sama debata nie była debatą. Wszyscy wysłuchaliśmy króciutkich, wyuczonych i lepiej lub gorzej zapamiętanych oświadczeń. Każde , ćwiczone godzinami przed lustrem w domu. Każde nagrywane na kamerkę w telefonie komórkowym i wielokrotnie odtwarzane, a mimo to w żadnym z nich nie znalazło się nic co mogłoby w sposób szczególny zwrócić uwagę. Stąd zapewne w pierwszych komentarzach jedynym szczegółem, który się w nich powtarza jest rybackie, składane krzesełko dla prezydenta Komorowskiego. Jak na półtora godzinną debatę, rozmowę o państwie i jego kształcie politycznym oraz gospodarczym w najbliższej przyszłości, to żenująco mało.
Nudne, mdłe, bez słów trwale zapisujących się w pamięci. Twarze sztywne, bogato przypudrowane, po trosze kukiełkowe. Taki ma być prezydent mojej Ojczyzny? Nie daj Boże! Zmarnowany czas przed telewizorem? Nie! Teraz przynajmniej już wiem na pewno komu nie wolno powierzyć swojego głosu.
Telewizyjny spektakl jeszcze raz potwierdził to co obserwujemy od początku całej kampanii poprzedzającej niedzielne wybory. Iluzoryczne, populistyczne hasła nie mające szans realizacji. Kandydaci z osobistego nadania bądź wystawieni na śmieszność przez swoich , partyjnych pryncypałów. W programie potwierdzili swoją polityczną ignorancję , generalny brak kwalifikacji oraz niezbędnej charyzmy.
Dobrze, że przynajmniej ten spektakl, zbliża się do końca.

Kilka zdań o Wielkim Człowieku

Niczego nowego nie wymyślę. Żadnych nowych słów ani oryginalnych myśli wzbogacających wiedzę o Władysławie Bartoszewskim nie stworzę. Wielkim naszych czasów okrzyknięto go już za życia. Teraz nastała pora przypominania i tego czego jako człowiek dokonał i tego co nam, następnym pokoleniom pozostawił. Zbiór w każdym przypadku jet przeogromny. Osobiście mogę jedynie czuć się szczęśliwym, wyróżnionym osobistą, bezpośrednią znajomością .
Pana Władysława poznałem w Monachium na początku lat osiemdziesiątych. Często bywał w naszej rozgłośni RWE. Wiedział, że zajmuję się sprawami wsi i ruchu ludowego. Z dumą podkreślał, że sam wiele lat bezpośrednio po wojnie związany był właśnie ze strukturami PSL poprzez prasę ludową w której publikował . Za tę działalność , o ile dobrze pamiętam, trafił do stalinowskich więzień.
W swojej skromnej, prywatnej bibliotece mam książki z osobistymi dedykacjami autorów. Na czołowym miejscu znajduje się ta Władysława Bartoszewskiego. Otrzymałem ją od autora w kwietniu 1989 roku z wpisem: Panu Aleksandrowi Świeykowskiemu od stałego słuchacza WBartoszewski. Tytuł książki „Warto być przyzwoitym”. 22 lata później te trzy słowa wypisałem na swoich plakatach wyborczych.
Właśnie po latach, kiedy przypominam sobie rozmowy z Nowakiem – Jeziorańskim, Księdzem Tischnerem, Tadeuszem Chciukiem Celtem, Wierzbiańskim w Nowym Jorku, prezydentem Kaczorowskim w Londynie i jeszcze kilkoma z tej generacji żyjącymi to wiem , że mimo trudnych charakterów i różnych temperamentów łączy ich jedno byli i są LUDŹMI PRZYZWOITYMI. Przyzwoitymi w całym swoim życiu w stosunku do Ojczyzny i Narodu. Stąd warto zapamiętać jedno z ostatnich stwierdzeń Wielkiego Polaka: „…. nie każdy , kto mnie obraża jest głupi, ale każdy kto wybiera nieodpowiedzialnych ludzi jest głupi. Ludzi, którzy Polskę i jej historię i jej przyszłość traktują niepoważnie. Jako ubaw, hecę, zabawę”.
Powiedział to obserwując obecną kampanię wyborczą. W stosunku do Ojczyzny trzeba być przyzwoitym.

Dzień flagi

W przyszły piątek będzie 1 maja. Kiedyś wydawało się, że to ważny dzień. Przygotowania do niego trwały nawet po kilka tygodni. Budowano trybuny, planowano zbiórki załóg największych zakładów pracy i trasy przemarszu 1-majowych pochodów. Były darmowe kiełbaski za uczestnictwo w nich. Na szczęście należy to do przeszłości. Nikt nam już nie każe uczestniczyć. Nikt nie będzie sprawdzał list obecności, ale także nie zakaże nikomu, kto ma na to ochotę i czuje taką potrzebę, by w 1-majowym wiecu uczestniczyć.
Lewicowe partie polityczne, częściowo związki zawodowe pamiętają, że 1 maja nadal jest uznawany jako święto pracy. Już bez orkiestr dętych, fajerwerków i kiełbasek, ale z przemówieniami odbywają się wiece, a także i niewielkie na krótkich odcinkach pochody. Zapewne podobnie będzie i w tym roku.
W lutym 2004 roku parlament przyjął wniesioną przez posłów PO ustawę o godle, barwach i hymnie RP. Wprowadziła ona do kalendarza nowe święto – odchodzony 2 maja Dzień Flagi. Dzień ten wybrano nie przypadkowo. Szukano takiej daty w kalendarzu, w sąsiedztwie której są dni refleksji o szczytnych kartach historii Polski.W ten sposób Polacy zapewnili sobie ustawą parlamentu długi majowy weekend.
Ustawa nie zmusza nikogo do wieszania 2 maja polskiej flagi. Za czasów komunizmu władze dbały o to, by wywieszane obowiązkowo na budynkach i ulicach flagi 2 maja były zdjęte. Dlaczego? Bo 2 maja 1945 roku polscy żołnierze zdobywając Berlin umieścili biało-czerwoną flagę na Kolumnie Zwycięstwa i na Reichstagu.
Teraz wywieszając naszą biało-czerwoną flagę na swoich budynkach, nie czynimy tego, by przypominać o tamtej dacie i jej symbolicznym znaczeniu. Czynimy to, by pokazać jak bardzo cenimy sobie naszą Ojczyznę, jej osiągnięcia, dorobek i uzyskaną wraz z wolnością pozycję wśród państw i narodów tego świata.
Pamiętajmy! 2 maja wywieszamy na naszych budynkach biało-czerowną!