Niechlujstwo? Cwaniactwo?

„Zabrakło tylko dwóch podpisów!” – tłumaczą przedstawiciele dwóch komitetów wyborczych, którym Miejska Komisja Wyborcza w Opolu odrzuciła listy poparcia. Jeżeli ustawa przewiduje, że ma ich być 200, 300 czy 5000, to tyle musi być! Może być i więcej.
Każdy komitet wyborczy wiedząc jak skrupulatnie komisje wyborcze sprawdzają listy poparcia stara się zebrać ich przynajmniej o 25 lub 50 procent więcej, by nie spotkać się z taką, jak ta w Opolu, decyzją. Tłumaczenie, że zabrakło tylko dwóch podpisów i dlatego należałoby listy zaakceptować jest wymuszaniem na Państwowej Komisji Wyborczej łamania przepisów prawa.
Wyobrażam sobie jak skrupulatnie te odrzucone listy były sprawdzane. Należy pozostawać w nadziei, że i wszelkie odwołania od tych decyzji także zostaną odrzucone. Sensacja stanie się faktem – jeden z poważnych kandydatów na prezydenta Opola poseł Tomasz Garbowski  będzie musiał zrezygnować z kandydowania. Poważny kandydat wypada z gry.
Drugi aspekt sprawy to rzetelność działaczy obydwu partii. Zlekceważyli wyborców i prawo. Przecież znali obowiązujące zasady i normy. Jeżeli na listach znalazły się podpisy ludzi, którzy nie mieli prawa ich podpisywać, to ci którzy je zbierali, a potem ci, którzy je zatwierdzali, postanowili ominąć obowiązujący porządek prawny. To także skandal. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek te odwołania zaakceptował.
Z jednej strony żal posła Garbowskiego. Jego plakaty wyborcze już wiszą w Opolu.  Z drugiej jednak dobrze, że niefrasobliwi działacze usiłujący oszukać  komisje wyborcze wypadają z gry już przed wyborami. Naszym reprezentantom w komisjach wyborczych należą się pochwały. Mamy dowód, że w demokratycznej Polsce nie opłaca się podejmować jakiekolwiek próby fałszowania dokumentów wyborczych.

Łzy z oczu

Każdy zgon, każdy pogrzeb – to smutek, żal, rozpacz. Stosowne słowa można mnożyć. Różna jest jedynie liczba ludzi dotkniętych treścią tych słów. Bywa, że w smutku pozostaje tylko rodzina i najbliżsi. Bywa i tak, że śmierć człowieka i jego pogrzeb przeżywają tłumy. Takiej śmierci byliśmy właśnie świadkami. Zmarła aktorka Anna Przybylska. O dramacie jej  życia, o chorobie, o ostatnich miesiącach, tygodniach i dniach  starały się pisać i mówić wszystkie media.
Tak ogromne zainteresowanie mediów tą tragedią spowodowało, że wiem kim była i co robiła. Z licznych artykułów, wspomnień, opowieści poznałem dramat najpierw modelki, potem aktorki, ale przede wszystkim matki. Wiem, że przeżyła zaledwie 35 lat. To potęguje dramatyzm wydarzenia, emocje. Mimo woli wyciska z oczu łzy.
Wcześniej o niej nie wiedziałem nic. Nie jest to obszar moich zainteresowań. Dzisiaj o Annie Przybylskiej wiem bardzo dużo. Napisano ze szczegółami o jej chorobie, rodzinie i jej codziennym życiu. Także o tym, gdy wiedziała już, że jest nieuleczalnie chora.
Czytałem to wszystko, by znaleźć odpowiedź na pytanie: czym zasłużyła na tak ogromne uznanie? Jak to możliwe, by w ciągu tak krótkiego życia wzbudzić podziw tłumów?
Z tej olbrzymiej chmury napisanych i wypowiedzianych o niej słów wyłania się zwykły człowiek, kobieta, matka i żona. Nie podkreśla się urody (chociaż zwraca uwagę). Nie powtarza się bez przerwy, że była modelką, aktorką. Dominują słowa o tym, że była miła, szczera, bezpośrednia. Mówi się, że była przede wszystkim przyzwoitym człowiekiem, koleżanką, sąsiadką. Zaskarbiła sobie uznanie, sympatię i podziw tłumów.
Ona swoją wielkość budowała przyzwoitością w życiu zawodowym i prywatnym, a nasze powszechne zainteresowanie jej życiem wskazuje, że PRZYZWOITOŚĆ to wartość, którą potrafimy docenić, uznać. Czy jesteśmy w stanie o sobie powiedzieć, że jesteśmy przyzwoici?

Nowe otwarcie?

Na wystąpienie  premier Ewy Kopacz oczekiwano, bo szczególne są okoliczności w jakich przejmuje ona stery rządów. Poprzedni premier Donald Tusk nie został zdymisjonowany, nie stał się ofiarą przewrotu   politycznego. Ustępujący premier awansował. Został prezydentem Unii Europejskiej.  Powszechnie ocenia się to nie jako jego osobisty sukces, ale docenienie osiągnięć gospodarczych kraju i polityki zagranicznej Polski.
Wystąpienia tego oczekiwano, bo  politycy i dziennikarze zdążyli już przekonać część opinii, że po wybitnym Tusku nie znajdzie się w Polsce, a zwłaszcza w Platformie Obywatelskiej człowiek, który będzie w stanie wybić się na niezależność i dodatkowo mu dorównać. Oczekiwano sensacji, a może nawet i kompromitacji rządzącej koalicji i samej PO.
Wszystkich przepowiadaczy klęski nowa pani premier chyba całkowicie zaskoczyła informując z sejmowej trybuny, że teraz ona osobiście podejmuje decyzje i za ich realizację osobiście bierze odpowiedzialność oraz będzie ponosić ich konsekwencje. Zwróciła też uwagę na wręcz personalny charakter konfliktu  Tusk – Kaczyński. Tuska już nie ma. Czas na współprace opozycji z rządzącą koalicją na rzecz rozwiązywania istotnych dla kraju spraw. Nowa premier nie prosi o sto dni spokoju, ale zaapelowała do opozycji o sto dni – pierwsze sto dni solidnej współpracy wszystkich  dla dobra kraju.
Nie wchodzę w szczegóły. Było ich sporo wraz z liczbami i kwotami pieniędzy przewidzianymi na poprawę dróg, kolei, a przede wszystkim na modernizację struktur państwa tak, by służyło ono wszystkim. Szczególnie kierowała swoje słowa do „milczącej większości niechętnej polityce i politykom”. Bo ta część  – tzw. milcząca większość – tak samo jak i zaangażowana w politykę mniejszość  pracowała na sukces Polski w świecie. Mamy powody do dumy.

Pamiętajmy

27 września 1939 roku Polacy rozpoczęli tworzenie struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Coraz głośniej dzisiaj słyszymy, iż to dzięki odważnym decyzjom wąskiego grona ludzi przetrwaliśmy jako państwo. Instytut Pamięci Narodowej wystąpił z wezwaniem do społeczeństwa, placówek oświatowych, organizacji młodzieżowych i kombatanckich, by uroczystościami, apelami uczcić rocznicę akcji Burza, w ramach której  rozpoczęto otwartą walkę z okupantami o niepodległość.
Jako senator RP otrzymałem zaproszenie z gimnazjum w Praszce na organizowany tam apel z tej okazji. Zajęcia w senacie nie pozwalają mi na osobistą obecność. Czuję się jednak zaszczycony tym zaproszeniem. Uroczysty apel z okazji 75. rocznicy tworzenia struktur Polskiego Państwa Podziemnego to szczególny moment nie tylko w naszej historii. To był fenomen na skalę światową. Jest więc okazja, by wrócić pamięcią do wydarzeń, które w latach komunizmu usiłowano Polakom wymazać ze świadomości.
Los sprawił, że osobiście, mieszkając na emigracji miałem możliwość spotkać ludzi, którzy w tworzeniu tego państwa uczestniczyli. Ich nazwiska tłustymi literami zaznacza się w podręcznikach historii. Z bezpośrednich rozmów wiem jak bardzo tęsknili za krajem. Wiem jak trudno było im zrozumieć, że Ojczyzna, za którą przelewali krew, była dla nich niedostępna. Większości z nich nie było dane doczekać Wolnej Polski. Pozostawili po sobie testament. Jest to ostatnie przesłanie Polskiego Państwa Podziemnego. Zawartych w nim dat, faktów, nazwisk i haseł warto nauczyć się  na pamięć. Trzeba zadbać, by kształtowały świadomość narodową kolejnych pokoleń. To wielkie zadanie także i dla uczestników organizowanych z tej okazji apeli i spotkań. Niezbędne materiały źródłowe można znaleźć na stronach portalu edukacyjnego IPN pod adresem www.pamiec.pl/ppp.

Jest premier

Ewa Kopacz otrzymała z rąk prezydenta Komorowskiego misję utworzenia nowego rządu. Wbrew wątpliwościom opozycji. Na pewno na przekór opiniom prezentowanym przez członków PiS.  Do tego jesteśmy już przyzwyczajeni. Po tej stronie sceny politycznej przesłanie od lat brzmi tak samo. Było i jest źle, a nawet tragicznie. Przyszłość będzie jeszcze gorsza, bo zapowiada się kontynuacja tego co było.
Właściwie trudno to komentować. Jeszcze trudniej powtarzać, że przecież Polska dzisiaj wygląda inaczej niż siedem lat temu. Można powoływać się na liczby. Bezrobocie siedem lat temu, a więc kiedy PO formułowało koalicje z PSL, wynosiło ponad 15 procent, dzisiaj jest to niespełna 12, z tendencją systematycznego zmniejszania się. Średnia płaca wynosiła wówczas niewiele ponad 1700 zł. Dzisiaj tyle wynosi płaca minimalna.  W marcu br. średnia krajowa płaca brutto wyniosła 4017.00 zł. Można mówić o drogach, autostradach, orlikach. Można cytować opinie zachodnich ekonomistów i polityków. Można, ale po co? I tak nie dotrze do tych, którym notowany przez Polskę sukces przeszkadza.
Teraz, po odejściu Tuska do Brukseli, pojawiła się nagle szansa, że być może w polskim rządzie, w polskiej polityce zacznie się dziać źle, bo nie ma już głównego „szkodnika”. Szansę tę należy wykorzystać, wesprzeć. Trzeba podrzucić trochę pomysłów. Wskazać kierunki.  Mamy więc popis „ekspertów” prawicy i ich sugestie. Musi nastąpić zmiana w MSZ. Do rządu musi koniecznie wejść Schetyna. Marszałkiem powinien zostać Grabarczyk. Nieporozumieniem jest typowanie gdziekolwiek Rostowskiego. Musi rząd opuścić Sienkiewicz. To scenariusz i oczekiwania opozycji. Scenariusz konfliktów i wojny od pierwszego dnia rządów Ewy Kopacz. Wydaje się, że nowa pani premier tę presję wytrzymuje. To dobry sygnał.
Bo gra jest bardzo przejrzysta.  Tak będzie ona wyglądała do dnia, w którym nowy rząd zostanie zaprzysiężony.

Z dnia na dzień

Kalendarz wypełniony do ostatniej linijki. Wybrałem kilka, z pozycji senatora, najistotniejszych chyba wydarzeń. Najpierw w sobotę pojechałem do gminy Murów. / nie mój okręg wyborczy/ Tu, we wsi Zagwiździe / ładna nazwa/ odbyła się inauguracja wojewódzkich obchodów Europejskich Dni Dziedzictwa . Dziedzictwo – to źródło tożsamości, takie jest tegoroczne hasło. Nie będę się rozwodził nad jego sensem. To po prostu prawda. Dla mnie najważniejsze tego dnia było samo odkrycie gminy i wsi. Schowane pośród lasów. Leżące na uboczu ważniejszych tras, mimo że zaledwie 40 kilometrów od miejscowości w której mieszkam, okazało się odkryciem. Warto tam pojechać. Warto zajrzeć do jedynego w swoim rodzaju muzeum gminnego. Warto wstąpić do miejscowego kościoła. Warto. Naprawdę warto.
Niedziela to już wspólna wędrówka z marszałkiem województwa Andrzejem Bułą po powiecie głubczyckim. W gminie Kietrz miały miejsce powiatowo – gminne dożynki. Wspaniała impreza. Mnóstwo ludzi. Świetna atmosfera. Po południu pojechaliśmy do Bogdanowic koło Głubczyc. Wspaniały wykład profesora Nicieji. Obecny ksiądz Isakowicz – Zaleski. Goście z Ukrainy. Dużo wspomnień, ale przede wszystkim zadowolenie ze wspólnej zabawy. Dużo uśmiechów i radości. To czego brakuje nam na co dzień. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w Opolu. Wieczorem dobiegały końca organizowane przez Urząd Marszałkowski Opolskie Szmaragdy – Wojewódzki Przegląd Twórczości Artystycznej. Rozpromieni sukcesem tej imprezy wicemarszałkowie Kamińska i Kostuś. Wiele pochwał z ust prowadzącego gościnnie imprezę Karola Strasburgera. Brawa publiczności. Do domu wróciłem zadowolony ale zmęczony. niezadowolona była rodzina . Kolejna sobota i niedziela poza domem!

Tworzenie fikcji

Festiwal wirtualnej rzeczywistości – tak chyba można nazwać obraz Polski prezentowany w wypowiedziach polityków największej partii opozycyjnej. Tusk – najgorszy premier. Rząd pod jego kierownictwem – najgorszy. Tuska szanse na przewodniczenie Komisji Europejskiej to mrzonki. Polska po siedmiu latach rządów PO i PSL? Niby są nowe drogi, przybyło trochę orlików, ale za te same pieniądze można by zrobić więcej i lepiej!
Kiedy już nasz premier otrzymał w Brukseli nominację, to dowiedzieliśmy się, że stanowisko wcale nie jest tak bardzo znaczące. Wmawia się ludziom, że to tylko prestiż bez żadnych możliwości decyzyjnych. Na wszelki  wypadek prezes i jego otoczenie domagają się, by w Brukseli starał się załatwiać sprawy dla Polski, a nie dla samego siebie, co ma sugerować, że dla własnej kariery poświęcił partię i „zrujnowany ekonomicznie” kraj.
Zanim Ewa Kopacz stała się oficjalnie desygnowana na premiera, próbowano tymi samymi ustami przekonać Polaków, że jest dramatyczny konflikt pomiędzy premierem i prezydentem. Kiedy jednak i to okazało się  próbą oszukania ludzi, to  wyszedł przed kamery prezes i oświadczył, że prezydent właściwie nie ma nic do powiedzenia i jest tylko wykonawcą poleceń Tuska, a Ewa Kopacz to w ogóle najgorszy kandydat jakiego Tusk mógł wymyśleć na swego następcę. Przeprowadzono nawet sondaż, w którym ludzie już przyjęli do wiadomości opinie PiS i w większości twierdzą, że to będzie zły premier. Z kolei sondaż wskazujący na skok poparcia dla PO to wypadek przy pracy, a nie dowód na zmianę nastrojów.
Na szczęście wszelkie dotychczasowe zapowiedzi katastrof, które miały nawiedzić kraj  pod rządami PO nie potwierdziły się. To wystarczający argument, by wierzyć, że dokonywane teraz zmiany są pomysłami dobrymi, służącymi Polsce i Polakom, i warto im zaufać.