Tylko jeden zwycięzca

Warto zastanowić się nad wynikiem Platformy Obywatelskiej w wyborach bezpośrednich, czyli radnych do rad miasta i gminy Kędzierzyn-Koźle. Tamta organizacja borykała się z problemami. Ostatecznie decyzją władz regionalnych powiatową strukturę PO rozwiązano, a ja osobiście zostałem oddelegowany przez Zarząd Regionu, by przystąpić do tworzenia partii od podstaw.
Trwało to rok. W nowej strukturze znaleźli się tylko nieliczni z dawnych kół. Minione wybory stały się naturalnym polem konfrontacji. Działacze tamtejszej PO z partii wówczas usunięci, ludzie z doświadczeniem, często wieloletnim w samorządach, kandydowali w wyborach jako kandydaci niezależni. W tych samych okręgach wyborczych nowe koło wystawiło swoich kandydatów pod szyldem PO. Mandatu nie uzyskał żaden z wyrzuconych z partii. Dawny szef PO Robert Węgrzyn wycofał się z rywalizacji, a jego następca, były starosta powiatu Artur Widłak uzyskał zaledwie kilkadziesiąt głosów.
Mieszkańcy Kędzierzyna – Koźla potwierdzili, że PO postąpiła słusznie. Wystawieni na listach wyborczych kandydaci nowych struktur PO zdobyli 12 mandatów. Mogą rządzić miastem samodzielnie. To ogromny sukces. To także zachęta dla mieszkańców aglomeracji, by w drugiej turze, w ostatecznej rozgrywce oddać głos właśnie na kandydata PO, czyli na Sabinę Nowosielską. Właśnie w tej kandydaturze szansę dla miasta spostrzegli także kandydaci, którzy bój o prezydenta przegrali w pierwszej rundzie (Wiesław Fąfara). Teraz deklarują poparcie właśnie dla Nowosielskiej. To ruch zasługujący na uznanie.
Prezydent miasta z menadżerskim doświadczeniem, mający wsparcie mocnego, jednolitego zespołu radnych i bezpośrednie przełożenie na władze regionu, sejmik wojewódzki, silną grupę parlamentarzystów ją wspierających, to szansa dla umęczonego wieloletnimi konfliktami Kędzierzyna – Koźla.

Wybory

Najpierw zostaliśmy zaskoczeni kiedy do ręki zamiast kartek, otrzymaliśmy zeszyt z kartkami. Trudno było odnaleźć nazwiska, których się poszukiwało. Zapewne sporo ludzi chcąc spełnić swój obywatelski obowiązek, stawiała krzyżyk na pierwszej stronie. To dało określoną premię liście nr 1 czyli PSL-owi.  Prawdopodobnie także stanowi to wytłumaczenie dużej ilości głosów nieważnych. Ale to jeszcze za mało, by mogło upoważniać do formułowania opinii, że jesteśmy świadkami jakiegoś wielkiego fałszerstwa wyborczego.
Warto przyjrzeć się dokładniej wynikom wyborów bezpośrednich, a więc na radnych gminnych i wójtów oraz burmistrzów. Tam gdzie była możliwość znalezienia na liście znajomego nazwiska ze swojej wsi, ulicy, bloku mieszkalnego czy dzielnicy, to wyborcy je znaleźli.
Gorzej było z kandydatami na radnych do sejmików wojewódzkich. Okręgi duże, kandydaci mniej znani, a w dodatku umieszczeni na listach partyjnych, schowanych gdzieś między pozostałymi kartkami. To są szczegóły, o których należy pamiętać przy przygotowaniach do następnych wyborów.
Zawiódł system komputerowy. Zawiódł na tyle, że potrafili się do niego włamać hakerzy. Ale oni włamują się do systemu Pentagonu, wielkich banków czy ministerstw. Szczegóły będziemy poznawali.
Polityczny zamęt spowodował instytut, który na zlecenie stacji telewizyjnych przygotowywał sondaż. Wszyscy przyjęliśmy jego wyniki za ostateczne. Tymczasem potwierdziło się, że sondażom nie wolno wierzyć. Chociaż łatwo sobie wyobrazić co by było, gdyby ów powyborczy sondaż pokazał zdecydowane zwycięstwo PO. Dzisiaj mielibyśmy jeden zarzut: to PO i przebywający już w Brukseli Tusk sfałszowali wybory. Na szczęście sondażowy triumf ogłosiło PiS. Ewa Kopacz, chwilę potem, powiedziała, że PO nie będzie nikogo podejrzewała o oszustwa wyborcze. To warto pamiętać.

Zmiana

Nie bije się leżącego, choć pokusa jest zazwyczaj ogromna. Panowie ponieśli konsekwencje arogancji i braku odpowiedzialności – generalnie zwykłego chamstwa. Czas przeszły jest tu mylący. Na razie ponieśli konsekwencje  polityczne. Te prokuratorskie dopiero są zapowiadane, a zapowiedzi brzmią groźnie. Nie mój to jednak problem.
Interesują mnie dwie rzeczy. Pierwsza to niemal powszechne przypisywanie tego typu zachowań wszystkim parlamentarzystom, posłom czy senatorom. Temu zdecydowanie się sprzeciwiam.  Nie wszystkich i raczej na pewno nie większości to dotyczy. Tak samo jak nie wszyscy obywatele naszego kraju są oszustami i złodziejami.
Drugą interesującą mnie, a może i każdego, kto choć trochę obserwuje naszą scenę polityczną, rzeczą jest to, na ile te wydarzenia mogą zmienić sposób uprawiania partyjnej propagandy w stosunku do tego jak to robił były już rzecznik PiS? Hofmana zastąpił Mastalerek. Fizycznie różnią się wyraźnie. Ale to niech oceniają kobiety.   Zachowaniem, sposobem argumentacji, pewnością siebie nie różnią się wcale. Po pierwszych wystąpieniach nowego rzecznika uzasadnionym wydaje mi się odwołanie do znanego porzekadła: zamienił stryjek siekierkę na kijek.
Znowu słyszymy, że to podobno najwyższe standardy (jakie)  prezentuje PiS, że tylko prezesa stać na szybkie i zdecydowane reakcje, a tak w ogóle, to wszystkiemu winna Platforma Obywatelska, bo toleruje obecność w sejmie Nowaka.
Chamstwo, arogancja, oskarżanie innych, iluzja, podrzucanie fałszywych sugestii  pozostały i nadal będą typowymi dla tej partii. Nic się nie zmieniło. Możemy to zmienić tylko swoim głosem w wyborach powszechnych.
W niedzielę 16 listopada wybory do samorządów. Pozostając w domu i nie głosując możemy dać szansę ludziom podobnym do znanej już trójcy. To byłby dramat. Wierzę, że będzie inaczej. Zatem spotykamy się przy urnach wyborczych.

Wielka szansa

Budowa  nowych bloków energetycznych w elektrowni Opole rozpoczęta. Kamień węgielny w miniony poniedziałek  wmurowała premier Ewa Kopacz. Już chyba nikt nie wątpi, że ta inwestycja będzie realizowana.
Dla mieszkających w tej części Polski to przede wszystkim niezwykły bodziec gospodarczy. Powstanie 4 tysiące nowych miejsc pracy. Jest możliwość  zaangażowania dziesiątek, a może i setek podwykonawców. To wreszcie, co ważne w skali kraju, to możliwość zagospodarowania podstawowego surowca, czyli węgla.
Przy  okazji jeszcze raz usłyszeliśmy o rezultatach ostatnich negocjacji szefów państw UE w Brukseli na temat pakietu energetycznego. Polska uzyskała maksimum tego, co mogła uzyskać. Nie grozi nam, czy też naszym dzieciom, jakiś dramatyczny, katastrofalny – jak to prorokuje opozycja – skok cen energii w perspektywie kilkunastu lat.
Walka o tę inwestycję była zacięta. Obserwowałem ją z bliska od początku. Determinacja samorządu województwa, marszałka, wojewody i polityków była ogromna. Argumenty za krzyżowały się z tymi przeciw. Były chwile zwątpienia i niepewności. Ostateczną decyzję osobiście podjął i tu, na terenie elektrowni Opole, rok temu ją ogłosił  Donald Tusk.
Niedawno w Opolu lider partii opozycyjnej zapewniał, że Platforma Obywatelska w województwie nic nie znaczy i nic dla swoich mieszkańców nie zrobiła i nie robi.
Panie prezesie – nikt nam tej inwestycji, a także inwestycji wokół Kluczborka, inwestycji przeciwpowodziowych w Brzegu,  w Nysie, obwodnicy w Głubczycach, nowych zakładów produkcyjnych w Opolu, w Dobrodzieniu i całej bogatej sieci nowych dróg w prezencie nie podarował. To efekt starań, umiejętności i wysiłku władz wojewódzkich, starostów w powiatach, wójtów i burmistrzów w gminach. W przeważającej większości, w naszym województwie, są to ludzie Platformy Obywatelskiej i ugrupowań tworzących z Platformą koalicje.

Radnym pod rozwagę

W poniedziałek 28 października uczestniczyłem w  sesji Rady Miejskiej w Zawadzkiem. Było to dla mnie kolejne doświadczenie na temat funkcjonowania i prac samorządu terytorialnego. Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy to dokument, nad przyjęciem którego rozgorzała pełna emocji dyskusja. Wzięło w niej udział dwóch przedsiębiorców. Obydwaj zarzucili burmistrzowi i radnym, że przedstawiony do akceptacji plan eliminuje ich z rynku. Jeden wprawdzie dopiero planuje swoją inwestycję, ale w podjęte do tej pory prace włożył już określony kapitał, a okazuje się, iż zapisy studium uniemożliwiają podjęcie takiej działalności – idzie o elektrownię wiatrową – na terenie gminy. Pieniądze, czas i energia wyrzucone w błoto.
Bardziej drastyczny jest przykład drugiego przedsiębiorcy. Młody człowiek cztery lata temu kupił działkę pod określoną działalność gospodarczą. Otrzymał wymagane pozwolenia, stworzył odpowiednią bazę, rozpoczął działalność. Wymaga odnawiania koncesji co cztery lata. Według zapisów studium w przyszłym roku władze samorządowe zgodnie z prawem będą mogły (być może będą nawet zobowiązane) zabronić mu dalszej działalności. Burmistrz i niektórzy radni usiłowali wytłumaczyć przedsiębiorcy sytuację względami dobra mieszkańców osiedla i interesem ogólnym. Mgliście usiłowali zapewnić, że jemu nic nie grozi, jeżeli tylko nie będzie poszerzał działalności. Te argumenty nie rozwiały moich wątpliwości. Swoich obaw nie wyzbył się przedsiębiorca. Przed nim widmo bankructwa i zrozumiałej niepewności.
Nie może być tak, by nawet uzasadniona w pewnym sensie interesem jakiejś grupy ludzi decyzja radnych stawała się powodem likwidacji czy ograniczania możliwości rozwoju firmy dającej utrzymanie rodzinie, zatrudnionym tam ludziom i niszczyła kapitał oraz energię młodych przedsiębiorców. Ten przykład wymaga głębszej analizy. Wątpię, by był to wyjątek w skali kraju.

22 października 2014 r. odbyło się uroczyste wręczenie nagród i dyplomów laureatom konkursu „Jan Nowak-Jeziorański – od Polskiego Państwa Podziemnego do wolnej Polski”, zorganizowanego przez Kancelarię Senatu w ramach obchodów ogłoszonego w 2014 r. przez Senat Roku Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Zwycięzcom nagrody wręczali marszałek Bogdan Borusewicz i wicemarszałek Jan Wyrowiński, obecni byli także senatorowie Aleksander Świeykowski i Andrzej Grzyb (członek kapituły konkursowej).

W konkursie – pod honorowym patronatem marszałka Senatu – wzięli udział uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Jego współorganizatorem było IV Liceum Ogólnokształcące im. Adama Mickiewicza w Warszawie, którego absolwentem był Jan Nowak-Jeziorański. To właśnie młodzież z tej szkoły poprowadziła uroczystość i zaprezentowała fragmenty nagrodzonych prac konkursowych. Gratulując laureatom, marszałek Bogdan Borusewicz opowiedział o swoich osobistych kontaktach z „kurierem z Warszawy”. Wyraził także zadowolenie, że tak wielu młodych ludzi interesuje się postacią Jana Nowaka i pamięta o jego dokonaniach.

Słowa uznania i gratulacje złożyli młodym ludziom, ich nauczycielom i rodzicom również wicemarszałek Jan Wyrowiński i senatorowie Aleksander Świeykowski i Andrzej Grzyb. Dyrektor IV Liceum Ogólnokształcącego Marzanna Zaworska (członkini kapituły konkursowej) podziękowała uczestnikom konkursu i nauczycielom, którzy ich przygotowywali. Podziękowania złożyła także marszałkowi Bogdanowi Borusewiczowi i całemu Senatowi za upamiętnienie wielkiego Polaka Jana Nowaka-Jeziorańskiego uchwałą ustanawiającą jego rok. Laureatom gorąco gratulujemy.

l1eUwmOfZlOY5YVUlA,imgl2093 l1eUwmOfZlOY5YVUlA,imgl2098 l1eUwmOfZlOY5YVUlA,imgl2262 l1eUwmOfZlOY5YVUlA,imgl2267 l1eUwmOfZlOY5YVUlA,imgl2087

 

Kolejna awantura

Jedna wypowiedź marszałka Sikorskiego dla podrzędnego portalu internetowego w USA przywołująca wypowiedź Putina o ewentualnych możliwościach rozbioru Ukrainy spowodowała lawinę komentarzy w świecie. Politycznej opozycji w Polsce dostarczyła pretekstów do wszczęcia kolejnej awantury.
Nie wiem czy Putin tak powiedział naprawdę czy nie. Z publikacji na ten temat trudno wywnioskować jak było w rzeczywistości.  Samo zachowanie – przyznam zachowanie naganne i aroganckie w stosunku do dziennikarzy – tylko skomplikowało sprawę. Druga konferencja Sikorskiego, podczas której mówił o zawodności swojej pamięci właściwie niczego nie wyjaśniła. Jestem skłonny przypuszczać, że sedno sprawy, a więc to czy Putin tak powiedział czy też nie, zostało pokryte kolejną warstwą mgły.
Opozycja domaga się wyjaśnień. Ataki ze strony PiS przybrały na sile, co nie powinno dziwić. Pojawiły się także próby wciągnięcia w “aferę” Donalda Tuska. Sikorski twierdzi, że były premier słowa Putina przemilczał. Niemiecki “Die Welt” uważa, że prawdopodobnie prezydentowi Rosji chodziło o skompromitowanie polskiego premiera. Nieostrożna odpowiedź Tuska mogłaby posłużyć Putinowi do skłócenia Polski z Ukrainą.
Z kolei senator Bogdan Klich, były minister obrony twierdzi, że groźby Putina kierowane w stronę Ukrainy sformułowane na szczycie NATO w Bukareszcie w 2008 roku słyszeli wszyscy uczestnicy z prezydentem Kaczyńskim i ministrem Sikorskim włącznie. Czy zatem jest to takie ważne czy dwa miesiące wcześniej bezpośrednio z ust Putina usłyszał to premier Tusk? Byłoby istotne gdyby dał się sprowokować.
Kilkadziesiąt dni potem usłyszeli to uczestnicy szczytu NATO, usłyszał to także prezydent Kaczyński i Bogdan Klich, który intencje Rosji odczytał prawidłowo i wszczął skuteczne starania o nową doktrynę obronną Polski. Cała reszta to pusta, nadmuchana rozróba. Tak to widzą też komentatorzy zachodni.